Autor Wątek: Nie ma bata na uczniów?  (Przeczytany 2538 razy)

Anonymous

  • Gość
Nie ma bata na uczniów?
« dnia: Styczeń 28, 2010, 13:54 »
Uczniowi, który jest niegrzeczny i wulgarny, nie będzie już groziło powtarzanie roku, choć dotąd z powodu nagannej oceny z zachowania mógł nie zdać do następnej klasy. Nauczyciele uważają, że nowy przepis odbierze im oręż do walki z najbardziej zuchwałymi nastolatkami.
Przepis podnoszący znaczenie oceny z zachowania wprowadził trzy lata temu minister edukacji Roman Giertych. Choć większość jego reform, np. wprowadzenie uczniowskich mundurków czy maturalnej amnestii, spotkała się z ostrą krytyką środowiska i została cofnięta, ten zapis podobał się nauczycielom. Umożliwiał on pozostawienie w tej samej klasie "recydywisty", który drugi rok z rzędu otrzymał z zachowania ocenę naganną. Uczeń, który dostał ją po raz trzeci, miał nie być promowany do wyższej klasy automatycznie.

Właśnie mijają trzy lata od podpisania rozporządzenia, dlatego najsurowsza kara może po raz pierwszy spotkać uczniów wiosną. Ale minister edukacji Katarzyna Hall ogłosiła właśnie, że już od września repetowanie za złe zachowanie zostanie zniesione. - Nie ma powodu, by ucznia, który dobrze się uczy, ale źle się zachowuje, zostawiać na następny rok w tej samej klasie. Będzie się wówczas nudził i jeszcze bardziej rozrabiał - wyjaśnia Hall.

Dyrektorzy szkół są innego zdania. - Przepis był naszym asem w rękawie, straszakiem na uczniów, którzy lekceważyli inne argumenty. Niestety, młodzi ludzie są coraz bardziej niedojrzali i krnąbrni, plagą są też wagary - mówi Mariola Wylot, wicedyrektorka Gimnazjum nr 6 w Sosnowcu.

Chociaż w jej szkole żaden gimnazjalista nie został w klasie na drugi rok przez złe sprawowanie, Wylot uważa, że przepis nie był martwy. - Sama świadomość, że ocena z zachowania nie jest bezwartościowym zapisem, skłaniała najzuchwalszych uczniów do pilnowania się - mówi Wylot. Dodaje, że przepis mobilizował też rodziców, którym wcześniej zdarzało się bagatelizować wezwania do szkoły. Odkąd dowiedzieli się, że ich dziecko może nie zdać nie tylko za jedynki z klasówek, ale też np. za wywoływanie awantur z kolegami i pyskowanie nauczycielom, zaczęli bardziej pilnować potomstwa.

Także Paweł Miksztal, wicedyrektor katowickiego Gimnazjum nr 10, obawia się, że zmiana przepisów utrudni nauczycielom pracę. - Podniesienie rangi oceny z zachowania nie było rewolucją, ale miało wartość wychowawczą. Obniżenie jej rangi będzie krokiem w tył - mówi Miksztal.

Również rodzice nie potrafią zrozumieć decyzji MEN-u. - Nie jestem zwolennikiem wprowadzania w szkołach ostrej kindersztuby, jednak jakaś dyscyplina być musi. Nagannej oceny z zachowania nie dostaje się za jednorazowy wybryk. To kara dla tych, którzy stale łamią zasady - mówi Mateusz Stadnicki z Dąbrowy Górniczej, tata gimnazjalistki Martyny.

Maciej Osuch, społeczny rzecznik praw ucznia, uważa jednak, że skargi nauczycieli to czcze gadanie, bo pewnie i tak niechętnie korzystaliby z tej możliwości. - Sądzę, że większość ograniczyłaby się do grożenia uczniowi, ale trudniej byłoby zdecydować się na wystawienie mu trzeciej oceny nagannej. Po co strzelać sobie w kolano i zostawiać na drugi rok ucznia, którego można się pozbyć? - pyta Osuch.

Jego zdaniem o wiele lepszą receptą na agresywną młodzież jest realizacja rządowego programu "Bezpieczna i przyjazna szkoła", wprowadzającego nowe programy wychowawcze i terapeutyczne. Także minister Hall nie widzi powodu, by wycofać się ze zmiany przepisów, obiecuje jednak, że projekt zmian będzie jeszcze konsultowany.

treść artykułu
« Ostatnia zmiana: Styczeń 01, 1970, 01:00 wysłana przez Guest »